poniedziałek, 10 lipca 2017

Harry Potter i Przeklęta Kontynuacja


Harry Potter to tytuł, który zachęcił masę młodych ludzi do czytania. W tym także i mnie. Pamiętam, że jako dziecko pochłonął mnie magiczny świat wykreowanym przez J.K. Rowling. Nigdy wcześniej żadna opowieść tak mnie nie wciągała. Kiedy ukazała się siódma część "Insygnia Śmierci", w której wątek został doprowadzony do końca, wydawało się, że to już koniec. W 2016 roku pojawia się jednak "Harry Potter i Przeklęte Dziecko". Chciałoby się powiedzieć na szczęście, ale raczej skłonny jestem ku niestety...

19 lat po Bitwie o Hogwart
Akcja Harry'ego Pottera i Przeklętego Dziecka dzieje się dziewiętnaście lat po bitwie o Hogwart. Harry jest dorosłym pracownikiem ministerstwa magii i ojcem trojga dzieci. James'a, Lily i Albusa. Ich matką jest Ginny, siostra Rona, żona Harry'ego. Wokół Albusa kręci się głównie akcja całej powieści. Jest tytułowym "przeklętym dzieckiem". Dlaczego przeklętym? Bo nie podoba mu się, że jego tatą jest słynny "chłopiec, którzy przeżył i ocalił świat". Albus zupełnie inny od ojca i swojego rodzeństwa. Hogwart staje się dla niego nieprzyjemnym miejscem. Nie odnajduje tam wielu przyjaźni. Jest raczej obiektem plotek, wyszydzania, ciągłych krzywych spojrzeń itd. Przez to wszystko w końcu zaczyna się buntować. A z tego buntu wynikają różne niechciane sytuacje... W książce pojawiają się również starzy przyjaciele Harry'ego. Ron Weasley i Hermiona Granger, którzy są małżeństwem. Mają córkę Rose. Nie brakuje również Draco Malfoy'a, którego syn Scorpius podejrzewany jest o... bycie dzieckiem Voldemorta. Ogólnie fabułę podzieliłbym na dwa wątki. Pierwszy - nieudaną relację między Harrym i Albusem. Drugi - bunt Albusa i akcja wokół niego z wplątanymi spekulacjami o powrocie sił Ciemności.


Sentymenty, schematy i brak świeżości
Nie byłoby nic złego w nawiązywaniu do starych motywów, które przywodzą czytelnikowi na myśl od razu jak to kiedyś zaczytywał się w Harrym Potterze. Odniosłem jednak wrażenie, iż było to po pierwsze zbyt częste, a po drugie słabe. Nie chcę po raz kolejny czytać o tym jak ktoś poznaje przyjaciela w dokładnie ten sam sposób. I najwyraźniej wciąż za mało było Voldemorta w serii o Potterze, stąd trzeba było umieścić wiele odniesień do jego postaci i tutaj... Ja rozumiem, że to najpotężniejszy czarnoksiężnik wszech czasów, ale serio? Ile razy on "umierał" i odradzał się pod różnymi postaciami? Nie mogliśmy darować sobie spekulacji o jego powrocie? Zostawmy go już w spokoju. Spokojnie można było stworzyć powieść z wątkiem o zupełnie innym czarnoksiężniku, który nadałby powiew świeżości całemu uniwersum. Ale nie, Voldemort. Sami wiecie kto. Czarny Pan... Mam już tego przesyt. Również motyw miłości i przyjaźni pokonującej największe problemy jest dla mnie wyeksploatowany ostatecznie i wzbudza jedynie niesmak. Fani Harry'ego Pottera, którzy  w dzieciństwie zafascynowali się tym światem są już dorośli. Tak jest ze mną i wolałbym przeczytać coś dojrzalszego aniżeli powielanie banalnych schematów i motywów oprawionych w trywialną otoczkę. Pierwsze części przygód czarodziejów Rowling pisała głównie dla dzieci. Potem się to zmieniło i okazało się, że Potter może być poważniejszą powieścią. Teraz jednak wszytko jakby wróciło trochę do początków.


Podróże w czasie
Istotnym wątkiem powieści są podróże w czasie do przeszłości i z powrotem do teraźniejszości. No bo po co stworzyć coś nowego, skoro przecież mamy już siedem części bestsellerowej serii powieści. Cofnijmy się do nich, tam były ciekawe rzeczy, które fani uwielbiają. Dajmy im się napawać starym dobrym "Potterem". Natomiast sposób w jaki podróżnicy zdobyli możliwość igrania z czasem jest zaskakująco niedorzeczny.

Dumbledore'owi niech będą dzięki
Co mnie osobiście razi to to, że ze zmarłego dyrektora Hogwartu Albusa Dumbledore'a uczyniono jakąś postać kultu. "Dumbledore'owi niech będą dzięki"? Czy to jakaś sekta? A to niby Voldemort i śmierciożercy byli tymi nienormalnymi...


Czy to w ogóle warte przeczytania?
Jeśli jest się fanem Harry'ego Pottera, oczywiście warto to przeczytać, jednak bez większych nadziei. Choćby z samej ciekawości. Tym bardziej, że czyta się bardzo szybko, gdyż całość jest dosyć krótka i w formie scenariusza. No właśnie scenariusza... To tak naprawdę scenariusz do sztuki teatralnej autorstwa J.K. Rowling, Jacka Thorne'a i Johna Tiffany'ego.. Moja ocena dotyczy tego, co jest na papierze. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że całość tworzona była z myślą o grze aktorów na żywo. Chętnie wybrałbym się na tę sztukę. Może moja opinia uległaby lekkiej zmianie? Jestem przekonany, że w teatrze lepiej odebrałbym tę opowieść niż sam na sam z książką. Mimo to nie sądzę aby przekonano mnie do "Przeklętego Dziecka" na tyle abym stwierdził, że to coś naprawdę dobrego. Jeśli ktoś nie zna dobrze uniwersum Harry'ego Pottera to nie opłaca się w ogóle sięgać po ten tytuł. Zbyt dużo jest nawiązań do starych rzeczy. Nie miałem wielkich oczekiwań w stosunku do ósmego Pottera. Mimo to lekko się zawiodłem. Sądzę, że można było stworzyć coś ciekawszego, świeżego, a przede wszystkim zupełnie nowego. Bo ta opowieść naprawdę mocno tkwi w przeszłości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz